Uroczystość Bożego Narodzenia. Pasterka 

Iz 9,1-3.5-6; Ps 96; Tt 2,11-14

Łk 2,1-14

Bóg, który przychodzi

„W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwinryniusz” (Łk 2,1-2)

        Święty Łukasz stara się Historię Narodzenia umiejscowić jak najdokładniej w czasie i przestrzeni.

Może po to, by pokazać, że nie chodzi tu o żaden nowy mit; że chodzi o konkretne wejście Boga w ludzką historię. Wejście najważniejsze; w tej formie jedyne i niepowtarzalne.

        Zresztą Ewangelista nie może inaczej. Nie może, jeżeli chce pozostać wierny prawdzie.

        Bóg wchodzi w historię człowieka zawsze w konkretnym miejscu i czasie. I nie inaczej jest, gdy chodzi o to najważniejsze wyjście Boga do człowieka.

„Wybierali się więc wszyscy, aby dać się zapisać, każdy do swojego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna.” (Łk 2,3-5)

        Czy Józef i Maryja z radością wyruszali w tę drogę?...

Można sądzić, że raczej nie. Z Nazaretu do Betlejem, to jednak jest dobre 150 kilometrów; na dodatek w górzystej krainie.

        Może więc Józef z Maryją narzekali na bezsens sytuacji; na to, że muszą wyruszyć akurat teraz, gdy Maryja spodziewa się dziecka, a rozwiązanie już blisko.

        Nie mieli jednak wyjścia. Musieli dostosować się do rozporządzenia Cezara Augusta i udać się do swego miasta.

Tak spełnią się zapowiedzi proroków o Mesjaszu, który miał narodzić się w Betlejem.

Nierzadko tak bywa. Wydarzenia wydają się dziać niezależnie od nas - a nawet wbrew nam - i dopiero po czasie odkrywamy ich prawdziwy sens.

„Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.” (Łk 2,6-7)

        Tego w zasadzie mogli się spodziewać…

Ileż mogło być gospód w nie tak dużym Betlejem?...

        A ród Dawida nie był przecież mały. Pochodził od największego Izraelskiego króla i chociaż stracił na znaczeniu, to zapewne wciąż się jeszcze liczył.

        Ale najmniej liczyli się ci, którzy byli ubodzy. Dla nich nie było miejsca w gospodzie. Oni musieli zadowolić się stajnią.

        I stajnią musiał zadowolić się Bóg!

        Chociaż to nie do końca tak…

        Bóg raczej wybrał tę stajnię!

Bóg chciał się w stajni narodzić! Chciał najdobitniej potwierdzić, to co głosili prorocy; Że maluczcy i ubodzy są przez Boga szczególnie kochani; że to oni najłatwiej swoje serca otwierają dla Boga.

„W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli.” (Łk 2,8-9)

        I dalej w centrum stoją ubodzy. Teraz pasterze…

        Tak. To prości - trochę dzicy nawet - pasterze są pierwszymi adresatami radosnej nowiny o narodzinach Mesjasza.

Bóg jednak naprawdę ma upodobanie w tym, co ubogie i co po ludzku mało albo wcale się nie liczy.

        Nie może nas też dziwić, że pasterze się przestraszyli. Wobec tego co boskie człowiek staje bezradny i przestraszony. To Bóg dopiero człowieka ze strachu wydobywa.

„Lecz anioł rzekł do nich: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie.” (Łk 2,10-12)

        Mimo, że pasterze byli ludźmi prostymi, to wcale nie było im łatwo uwierzyć w słowa anioła.

        Przecież musieli się zdziwić, że to właśnie oni jako pierwsi słyszą nowinę, na którą czekał cały naród. Jednak - po ludzku sądząc – było wielu innych w Izraelu, którzy bardziej czekali na Mesjasza, niż zwykli pasterze.

        I wcale nie ułatwiał sytuacji opis, który miał im pomóc rozpoznać nowonarodzonego Mesjasza.

        Już sam fakt, że Mesjasz rodzi się zwyczajnie, tak jak każdy człowiek, wydaje się niewiarygodny.

Jednak można było oczekiwać czegoś bardziej podniosłego…

A na dodatek jeszcze Mesjasz ma leżeć w żłobie, w stajni.

        Fakt, że pasterze wybiorą się później w drogę, wymagał jednak wiary.

Gdyby nie mieli wiary, wyśmialiby Bożego Wysłańca, że opowiada im „rzeczy niestworzone”, bajki prawie.

        Pasterze jednak uwierzyli…

I jeszcze bardziej stali się ludźmi Bożego upodobania.

„I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania”.” (Łk 2,13-14)

        Chwała Bogu na wysokościach…

Chociaż narodzenie Zbawiciela związane jest z konkretnym miejscem i czasem, to jednak ma przecież wymiar uniwersalny i ponadczasowy. I nie tylko dla Izraela.

        Przyjście Boga na świat objawia Jego chwałę i przynosi pokój ludziom wszystkich czasów. Ludziom, w których Bóg ma upodobanie.

        Dzisiaj w Mannheim, w 2019 roku, świętujemy Boże Narodzenie. To są nasz konkretny czas i konkretne miejsce, w które chce wejść Bóg.

        I nie jest teraz najważniejsze, dlaczego znaleźliśmy się właśnie w Mannheim. Czy był to nasz świadomy wybór, czy życie się tak poukładało…

        Nawet nie najważniejszy jest motyw naszego uczestnictwa w tej Mszy świętej. Czy bardziej z tradycji, przymusu nawet, czy z potrzeby serca.

        Najważniejsze jest to, że Bóg chce teraz – dokładnie w tym momencie – wejść w nasze życie. I to bez względu na to, ile posiadamy i co znaczymy.

Więcej nawet: ci poranieni i ubodzy, są jakoś uprzywilejowani.

A któż z nas nie jest poraniony w jakimś wymiarze naszego życia?...

        I nawet nie jest najważniejsze, czy na to przyjście Boga jesteśmy wystarczająco przygotowani.

Może w zabieganiu zupełnie nie zauważyliśmy Adwentu; może nie było ani chwili zatrzymania, zadumy, modlitwy po prostu…

Nawet to nie musi być przeszkodą!

Jeżeli Bóg zechciał narodzić się w stajni, to może przyjść także do każdego serca. Byleśmy je teraz na Boga otworzyli.

Nawet jeżeli brudne jest ono i niegodne. Bóg może je oczyścić. Bylebyśmy tylko pozwolili Bogu narodzić się w naszych sercach. Bylebyśmy przestali się bać oddać Bogu nasze życie.

Ale do tego potrzeba choć odrobiny wiary…

Wiary w to, że On – Wszechmogący Bóg – a nie gardzi mym bezradnym sercem.

Potrzeba wiary, że proste słowa kapłana, dzięki Bożej mocy, mają władzę oczyścić serce. Że proste słowa kapłana - powtarzające Słowa Najświętsze - sprowadzają Boga na ołtarz; że mogę się z Nim na modlitwie spotkać; że mogę Go do serca przyjąć.

Potrzeba wiary, która będzie owocować miłością w konkrecie naszego życia.

I to właśnie jest nasze najważniejsze zadanie w te święta Bożego Narodzenia.

Rozpoznać Boga, który przychodzi. Otworzyć dla Niego nasze serca. Pozwolić by wydobył nas z lęku i oddać Mu nasze życie. Oddać Mu nasze „teraz” i stać się ludźmi Bożego upodobania, ludźmi Bożej Miłości. Amen.

Ks. Bogusław Banach

witamy head„Człowieka (…) nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani czym jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie''
Jan Paweł II, Warszawa 1979

Serdecznie witamy na stronie internetowej Polskiej Misji Katolickiej w Mannheim! Wszystkim odwiedzającym tę stronę życzymy Bożego błogosławieństwa.

Nabożeństwa w Mannheim

Msza święta w języku polskim
Sobota - St. Bernhard godz. 18:30
Niedziela - St.Bernhard godz. 9:30
Niedziela - St. Bernhard godz. 10:45
Środa - St. Matthäus-Spitalkirche godz. 18:30
Piątek - St. Matthäus-Spitalkirche godz. 18:30
Pierwszy czwartek m-ca - St.Matthäus-Spitalkirche godz. 18:30
Adoracja Eucharystyczna
   
Pierwszy czwartek m-ca godz. 19:00
Okazja do spowiedzi świętej
Środa, piątek,  godz. 17:45
Pierwszy czwartek m-ca godz. 17:30
Pierwszy piątek m-ca  godz. 16:15
   

Kontakt z biurem misji