10 Niedziela zwykła (2021)

Rdz 3,9-15; Ps 130; 2 Kor 4,13-5,1; Mk 3,20-35

015 DxO 

Odrobina szaleństwa

[Jezus] Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” I spoglądając na siedzących wokoło Niego rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten mi jest bratem, siostrą i matką”. (Mk 3,34-35)

Bibliści – zresztą w sposób bardzo logiczny – tłumaczą, że nie można odczytywać tych słów Jezusa, jako pomniejszanie roli i pozycji Maryi. Ona była przecież pierwszą, która wypełniła doskonale Bożą wolę. Była ową Nową Niewiastą, zapowiedzianą po grzechu pierwszych rodziców. (Por. Rdz 3,15)

To wszystko prawda. Ale czy tak rozumiała słowa Jezusa Maryja, wtedy, gdy one padły?...

Zatrzymajmy się chwilę nad wydarzeniem opisanym w dzisiejszej Ewangelii.

Jezus rozpoczął już swoją publiczną działalność. Nauczał w sposób nowy, z mocą, jak ten kto ma władzę. I uzdrawiał; i wypędzał złe duchy. (Por. Mk 1,14. 21-34)

To wypędzanie złych duchów stało się zresztą przyczyną sporu z uczonymi w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. Nie mogli oni zaprzeczyć oczywistym - widzianym przez wszystkich – wydarzeniom, zarzucili więc Jezusowi, że wypędza złe duchy mocą ich władcy, Belzebuba. (Por. Mk 3,22)

Jezus wskazuje na absurdalność tego oskarżenia, a jednocześnie mówi, że kto przypisuje Mu działanie mocą ducha nieczystego, bluźni przeciwko Duchowi Świętemu, a takie bluźnierstwo jest grzechem wiecznym, który nigdy nie zostanie odpuszczony. (Por. Mk 3,23-30)

Wróćmy jednak do początku dzisiejszej Ewangelii. Oto bliscy Jezusa wybierają się w drogę, by Go powstrzymać. I chyba trzeba najpierw postawić pytania: Dlaczego właściwie bliscy chcą Jezusa powstrzymać? I dlaczego mówiono o Jezusie, że „odszedł od zmysłów”? (Por. Mk 3,21)

Interwencja krewnych była najpewniej spowodowana troską. Troską o Jezusa; a trochę też troską o samych siebie.

Jezus od samego początku publicznej działalności narażał się uczonym w Piśmie i faryzeuszom, a więc ludziom znaczącym w ówczesnym świecie.

Święty Marek już wcześniej – po opisie uzdrowienia człowieka z uschłą ręką, którego Jezus dokonał w szabat – zaznacza, że faryzeusze szukają sposobu, by Jezusa zgładzić. W tym celu naradzają się nawet ze zwolennikami Heroda, z którymi normalnie kontaktów nie utrzymywali. (Por. Mk 3,1-6)

Sytuacja była więc już napięta. Krewni Jezusa chcą ją jakoś rozładować. A najprostszym sposobem byłoby, żeby Jezus przestał narażać siebie i ich. Po prostu, żeby Jezus przestał nauczać i czynić cuda. Należało więc Go powstrzymać. (Por. Mk 3,21)

Zresztą mogło chodzić nie tylko o treść nauczania i czyny Jezusa.

Już sam fakt, że Jezus – jak sądzono – syn prostego cieśli zaczyna nauczać, zostaje wędrownym rabinem, jest zuchwałością. To przecież nie jest Jego rola.

Na dodatek Jezus nie był w żadnej szkole rabinackiej, nie studiował Prawa i Proroków, jak więc może mieć czelność nauczać. To przecież szaleństwo. „Odszedł od zmysłów.” (Por. Mk,321)

I pozostaje tylko jeszcze pytanie: Czy Maryja też chciała Jezusa powstrzymać? Ona wiedziała przecież o Nim o wiele więcej od innych.

Ale wcale to nie znaczy, że nie bała się – bardzo po ludzku – o swoje Dziecko. I chciała dla Niego na pewno jak najlepiej. I nie cieszyło Jej, że faryzeusze i uczeni w Piśmie przeciwko Jezusowi nastają. Może więc też chciała Jezusa powstrzymać, sądząc, że to będzie dobre rozwiązanie…

Mamy taką tendencję, by patrzeć na Maryję ahistorycznie. A przecież Ona też nie wszystko od początku rozumiała, choć wszystko zachowywała i rozważał w swoim sercu; by zrozumieć później. (Por. Łk 2,19.50-51)

Stanęła więc Maryja i bracia Jezusa przed domem, w którym Jezus nauczał. (Por. Mk 3,31)

Należy jeszcze dodać, że użyty tu termin „bracia” oznacza też braci ciotecznych czy stryjecznych - kuzynów po prostu - jako że język hebrajski i aramejski nie ma osobnych wyrazów na oznaczenie bliskich krewnych. (Por. Biblia Tysiąclecia, wyd. 3, 1990, s. 1138) Zresztą przecież dotąd tak szeroko rozumiany jest termin „brat” w mentalności ludzi Wschodu.

Matka i bracia chcą teraz Jezusa przywołać, aby z Nim porozmawiać. Posłali więc wysłanników, którzy powiedzieli do Jezusa: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie.” (Por. Mk 3,31-32)

Jezus mógł przerwać nauczanie, by od razu spotkać się z Matką. Przyznajmy: Tak by chciała nasza sentymentalna pobożność maryjna…

Mógł też Jezus odpowiedzieć, że dokończy nauczać i później do nich wyjdzie. Też byśmy to jakoś wyjaśnili. Na przykład ważnością samego nauczania…

Jezus mówi jednak słowa, które wydają się pomniejszać znaczenie więzów krwi, nawet najbliższych.

[Jezus] Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” I spoglądając na siedzących wokoło Niego rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten mi jest bratem, siostrą i matką”. (Mk 3,34-35)

To musiało zaboleć!

Zaboleć krewnych, którzy przyszli powodowani troską, ale także i Matkę, która pewnie znów – jak wtedy, gdy szukała dwunastoletniego Syna - poczuła ból serca. (Por. Łk 2,48).

Powiedzmy to jeszcze raz. Maryja wzrastała w wierze i w mądrości. Wzrastała przez posłuszeństwo Bogu, ale nie wszystko od razu rozumiała. Zresztą, dlatego właśnie Maryja może być tak bardzo nam bliska. Jej wzrastanie w wierze może być przykładem dla naszego wzrastania.

Dodajmy, że misja krewnych Jezusa zakończyła się fiaskiem. Nie powstrzymali Go. Jezus będzie dalej nauczał i uzdrawiał. I będzie narażał się coraz bardziej…

I tylko pozostaje pytanie, jak odnieść tę Ewangelię do naszego „dzisiaj”? Co może być obecnie dla nas aktualne?...

Może być taka nadmierna troska o dzieci, która chce je uchronić przed wszystkim, co złe, ale przy tym nie pozwala się dzieciom rozwinąć.

Czasami bywa tak w naszych rodzinach. Rodzice nie potrafi pogodzić się z tym, że dzieci muszą „wyfrunąć z gniazda.” A później i tak próbują dzieciom ułożyć życie.

Ale co innego znaczy doradzać, a co innego wtrącać się na każdym kroku…

Nawet jeżeli ta troska wypływa z miłości, to miłość jednak musi być przede wszystkim mądra… Nie wolno miłością zadusić…

Może być też taka fałszywa troska o Kościół, która w konsekwencji chce powstrzymać lub zmienić jego nauczanie i misję.

Wtedy usiłuje się dostosować naukę i struktury Kościoła do obecnie panujących poglądów. Inaczej Kościół pozostanie nie tylko zacofany, ale będzie wręcz dyskryminował ruchy czy ludzi, których „światła myśl” każe teraz afirmować.

To jednak jest fałszywa troska, choć może być nawet najbardziej szczera. Kościół ma wciąż na nowo odczytywać i głosić niezmienną prawdę. A wcześniej głosić, że taka prawda istnieje. To musi doprowadzić do konfrontacji ze światem. Ale taka jest rola Kościoła. Rola, którą najpierw ukazał - a później przekazał - nam Jezus.

Oczywiście byłoby łatwiej głosić Niezmienną Prawdę, gdybyśmy byli doskonali; gdyby w Kościele nie było grzechu. Zresztą tak próbuje argumentować świat: nie macie prawa nas nauczać, bo sami dopuszczacie się nieprawości.

Niestety to prawda. W Kościele jest też zło. A mówiąc ściślej ludzie Kościoła dopuszczają się zła. My wszyscy dopuszczamy się zła! Wszyscy przecież należymy do Kościoła. Nie zwalnia nas to jednak od głoszenia Prawdy!

Może tylko jeszcze bardziej trzeba łączyć sprawiedliwość z miłosierdziem. I nauczać nie „z góry”, ale jako będący „w drodze”; jako dorastający do Miłości.

Jest jeszcze kwestia przynależności do rodziny Jezusa. Na tyle w niej jesteśmy, na ile odczytujemy i pełnimy wolę Bożą. A ostatecznie zawsze będzie chodzić o konkretną miłość w naszej codzienności. Bo przecież to jest Nowe Przykazanie. Abyśmy się wzajemnie miłowali, jak umiłował nas Chrystus. (Por. J 15,12)

I wreszcie pobożność maryjna. Byłoby dobrze, abyśmy uzupełnili sentymentalną pobożność o prawdziwy, biblijny obraz Maryi. Jej wzrastanie w wierze i mądrości, czyni Maryję o wiele bardziej nam bliską i pomocną, niż najpiękniejsze nawet figurki czy obrazy ubrane w bursztynowe albo złote szaty.

Przez przyczynę Maryi mamy się do Boga modlić, ale mamy się też od Niej uczyć. A jest to możliwe dlatego właśnie, że Maryja jest człowiekiem – najdoskonalszym co prawda, bo bez grzechu pierworodnego – ale człowiekiem, który też musiał wzrastać w wierze; który musiał odczytywać i wypełniać Bożą wolę.

A na koniec?…

Pozwólmy sobie czasem na odrobinę „szaleństwa”. Żyjmy Bożą miłością i nie bójmy się, gdy świat będzie nas na skutek tego pokazywał jako nienormalnych.

O Jezusie mówiono, że „odszedł od zmysłów”. (Por. 3,21) Świętego Franciszka, który najpełniej jak potrafił, żył miłością, nazywano „Bożym szaleńcem”. Bożymi szaleńcami można też nazwać wielu innych świętych, jak choćby Maksymiliana Kolbe, który oddał życie za brata. W takim towarzystwie nie wstyd być „szaleńcem”. Amen.

Ks. Bogusław Banach, PMK Mannheim

witamy head„Człowieka (…) nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani czym jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie''
Jan Paweł II, Warszawa 1979

Serdecznie witamy na stronie internetowej Polskiej Misji Katolickiej w Mannheim! Wszystkim odwiedzającym tę stronę życzymy Bożego błogosławieństwa.

Nabożeństwa w Mannheim

Msza święta w języku polskim
Sobota - St. Bonifatius godz. 18:00
Niedziela - St. Bonifatius godz. 9:00
Niedziela - St. Bonifatius godz. 13:30
Środa - St. Matthäus-Spitalkirche godz. 18:30
Piątek - St. Matthäus-Spitalkirche godz. 18:30
Pierwszy czwartek m-ca - St.Matthäus-Spitalkirche godz. 18:30
Adoracja Eucharystyczna
   
Pierwszy czwartek m-ca godz. 19:00
Okazja do spowiedzi świętej
Środa, piątek,  godz. 17:45
Pierwszy czwartek m-ca godz. 17:30
Pierwszy piątek m-ca  godz. 16:15
   

Kontakt z biurem misji